Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Piach wciąga
#1
PIACH WCIĄGA.
Gdy w minionym roku żegnałem się z Maćkiem i Łukaszem, organizatorami „Zlotu Sahar”, zastanawiałem się czym uda się im zaskoczyć uczestników kolejnego zlotu. Wjazd na szczyt góry dał tyle emocji, że wydawać by się mogło, iż niczym już nie da się tego przebić. Przez cały rok, niemal do ostatniej chwili, nikt poza organizatorami nie wiedział gdzie się spotkamy. W trakcie spotkań na Moto Bazarach w Łodzi czy też  w rozmowach telefonicznych padały propozycje Gór Stołowych, Suwalszczyzny albo Podlasia. Jedyne co było pewne to termin. Już na zakończenie III Zlotu Właścicieli i Motocykli Zündapp KS 750 i BMW R75 wiadomym było, że w 2018 roku spotkamy się w 3 weekend maja (24-27.05.2018). Czas leciał bardzo szybko, więc zamiast dywagować o miejscu spotkania, zabrałem się na poważnie za remont BMW R75 należącego do mojego kolegi Wojtka. Wstyd mi było, że tylko ten motocykl nie sprostał trudom ostatniego zlotu i wiedziałem, że na następnym musi bezproblemowo dojechać do mety.
Gdzieś w okolicach zimowego Moto Bazaru w Łodzi, z tzw. przecieków osób dobrze poinformowanych, padło najbardziej prawdopodobne miejsce spotkania - Ustka nad Bałtykiem. No bomba, morze jest piękne, ale czym tam można zaskoczyć uczestników. Lansowanie się po deptakach nadmorskiego kurortu ma swój urok ale chyba nie o to chodzi właścicielom tych terenowych maszyn. Pożyjemy zobaczymy. Panowie organizatorzy z nie jednego pieca chleb jedli więc coś ciekawego wymyślą. Oczywiście gdy na bazarze spotkałem Maksa zadałem pytanie wprost: słyszałem, że w tym roku spotykamy się w Ustce. Maks, jak na dyplomatę przystało, nie zaprzeczył ale i nie potwierdził. Mi to jednak wystarczyło aby wiedzieć, że znowu będę miał bardzo daleko, a to oznacza że będzie bardzo ciekawie. W marcu kolejna, wreszcie bardzo konkretna informacja o miejscu spotkania, którym został Ośrodek Szkoleniowo-Wypoczynkowy „Leśnik” w Orzechowie koło Ustki. Oprócz prozaicznych informacji o wpisowym, zaliczce itp. Pojawił się bardzo intrygujący komunikat: „Przypominam o podawaniu imion i nazwisk wszystkich uczestników Zlotu (pasażerów też) oraz numerów rejestracyjnych motocykli! Bez tych danych nie ma możliwości wjazdu na plażę i na poligon! UWAGA: osoby bez polskiego obywatelstwa muszą być zgłoszone odpowiednio wcześniej w celu ich weryfikacji. W takich przypadkach proszę o kontakt”.
No to bomba, nareszcie spełnią się moje marzenia by pojeździć legalnie motocyklem po plaży. Kiedyś z myślą o tym marzeniu specjalnie pojechałem na Drogę Kaszubską  na Półwysep Helski ale niestety, a może na szczęście, nie udało się. Jednak jak widać co się odwlecze to nie uciecze.
Aby „podjarać” jeszcze bardziej uczestników, nasi wspaniali organizatorzy, po długim majowym weekendzie, przesłali parę zdjęć z objazdu trasy.
[Obrazek: 249e3c.md.jpg][Obrazek: 388095.md.jpg][Obrazek: 158cd3.md.jpg]
No gęba na ich widok od razu mi się uśmiechnęła i już poczułem na twarzy świeży powiew morskiej bryzy. W między czasie przeprowadziłem negocjacje z właścicielem BMW i skuteczne zachęciłem go aby zrezygnował z przyjazdu na Zlot do Olsztyna a zechciał sprawdzić swój pojazd w Ustce. Udało się i Wojtek przyjechał na 2 dni przed terminem spotkania. Wszystko więc jasne. 24.05 o 4 rano ja, moja małżonka i Wojtek ruszamy do Ustki z Wasilkowa k/Białegostoku, obierając kierunek na Szczytno. Zgodnie z planem spotykamy się tam pod centrum handlowym  z Adasiem i Magdą z Ostrowi Mazowieckiej
[Obrazek: 4a8d75.md.jpg]
 i dalej jedziemy na Gdańsk by przez Słupsk dotrzeć do Ustki.

Na miejsce dojeżdżamy ok 14 i zgodnie z bardzo stanowczym emailem otrzymanym w poprzedni dzień od Łukasza (3. Prosimy o zdyscyplinowanie. Na tą chwile jest nas zgłoszonych 80 osób! Przyjazd => recepcja =>opłaty =>parking =>zakwaterowanie =>impreza! NIE ODWROTNIE!) idziemy na recepcję opłacić wszelkie daniny => odstawić pojazdy na parking =>zakwaterować się => przywitać się z wszystkimi, którzy przybyli przed nami i rozpocząć imprezowanie. Ta ostatnia czynność została jeszcze poprzedzona spacerem na plażę z naszymi żonami - im też coś się od życia należy.
[Obrazek: 543d95.md.jpg][Obrazek: 662524.md.jpg]
[Obrazek: 7c1e5e.md.jpg][Obrazek: 8c40c5.md.jpg]
[Obrazek: 9967f7.md.jpg]
Wspólne z innymi zlotowiczami imprezowanie trwało długo i było coraz gorętsze wraz z ilością nowo przybywających osób.
[Obrazek: 1088120.md.jpg][Obrazek: 112e9ff.md.jpg]
[Obrazek: 12ad447.md.jpg][Obrazek: 1333c78.md.jpg]
[Obrazek: 1484c6b.md.jpg][Obrazek: 15f0af2.md.jpg]
[Obrazek: 1656dc8.md.jpg]
 A tych było dużo więcej niż w minionym roku. Impreza rozrasta się z każdą edycją i oprócz stałych wyjadaczy ciągle przybywa nowych, których ściąga magia Sahar i wspaniały klimat, który zapewniają organizatorzy. Najlepszą reklamą imprezy są opowieści uczestników przekazywane innym posiadaczom Sahar. Gdy do tego doda się jeszcze zamieszczone w sieci, w pełni profesjonalnie  zrealizowane filmy z poprzednich edycji i wzmianki w prasie, frekwencja murowana. I tak na tegorocznej edycji było 35 motocykli wraz z 79 uczestnikami.
[Obrazek: 17ed438.md.jpg]
 Pojawiła się wśród nich nowy trend, dotąd prawie nie spotykany. Zaczęły na zlot przyjeżdżać całe rodziny z małymi dziećmi, co ewidentnie świadczy o jakości organizacji spotkań. Poprzednio, paru kolegów brało ze sobą swoje latorośle, ale były to już podrośnięte osóbki a nie jak obecnie malutkie dzieciaczki.

[Obrazek: 1811c18.md.jpg]

Innym zjawiskiem jest wzrost ilości motocykli BMW R75. W tym roku było ich aż 16 sztuk. Chyba to przez ubiegłoroczne mokre lato, motocykle tej marki pojawiają się jak grzyby po deszczu, całymi stadami. Jak tak dalej będzie, to swoją liczebnością, przewyższą Zündapp’y, których zagościło na zlocie 19 sztuk. Cały czas utrzymuje się też moda na to by świeżo wyremontowany motocykl wyglądał jak dopiero wyciągnięty z szopy lub strychu u „Niemca”.
[Obrazek: 19ae22f.md.jpg]
Muszę przyznać, że koledzy robią to perfekcyjnie i naprawdę trzeba być ogromnym fachowcem aby odróżnić elementy w tzw. oryginalnej farbie od tych współcześnie postarzanych.

Wieczorne oficjalne otwarcie imprezy nastąpiło ok. 19:30, gdy został podany pieczony dzik i inne dobra wszelakie, sprawiające, ze impreza powitalna trwała bardzo długo.
[Obrazek: 201ee0d.md.jpg][Obrazek: 21a6a82.md.jpg]
Następnego dnia, w piątek, skoro świt czyli tak około 9, po bardzo smacznym śniadaniu, wszystkie załogi stawiły się na porannej odprawie.
[Obrazek: 220099b.md.jpg][Obrazek: 23f3c0a.md.jpg]
Na rozgrzewkę Max i Łukasz przygotowali nam, jak to określili, lekką trasę z paroma odcinkami specjalnymi. Nasze motocykle z bazy ruszyły w stronę miejscowości Dębiny jadąc pięknymi leśnymi ścieżkami wiodącymi wzdłuż wybrzeża Bałtyku. Czasami trasa biegła po starym nasypie kolejowym, który raz pokazywał nam okolicę z góry to dla odmiany prowadził przez zarośnięte dolinki, zarośnięte buczyną, która śmiało sięgała do nieba.
[Obrazek: 241a80c.md.jpg][Obrazek: 250ecf7.md.jpg]
[Obrazek: 2666024.md.jpg][Obrazek: 2701859.md.jpg]
Potem odbiliśmy na południe i kierując się na Bałamątek, Łódki, Retowo, Gardnę Małą, Siedliszcze, Czarny Młyn, Siecie jechaliśmy na Smołdzino, z którego to rozciąga się piękny widok na przybrzeżne jeziora.
[Obrazek: 28eae88.md.jpg][Obrazek: 29b9728.md.jpg]
[Obrazek: 3036513.md.jpg][Obrazek: 3185a6f.md.jpg]
[Obrazek: 3217b7c.md.jpg][Obrazek: 33382e2.md.jpg]
[Obrazek: 34d1104.md.jpg]
 Przez Łokciowe dojeżdżamy do Kluk, gdzie możemy zwiedzić Skansen Muzeum Wsi Słowińskiej.
[Obrazek: 3571bb5.md.jpg][Obrazek: 36b1399.md.jpg]
[Obrazek: 37340db.md.jpg][Obrazek: 382736d.md.jpg]
[Obrazek: 3933e16.md.jpg][Obrazek: 40901b7.md.jpg]
Pani przewodnik, w ciekawy sposób opowiedziała o historii tego miejsca, a przede wszystkim o żyjących tam ludziach, ich zwyczajach, dniu codziennym i świętach oraz o powojennej, jakże typowej na terenach Pomorza dla tzw. autochtonów, prozie życia w nowej rzeczywistości. Wzbogaceni strawą duchową przejechaliśmy do Smołdzina, gdzie w Gościńcu u Bernackich zjedliśmy pyszny obiad.
[Obrazek: 4127607.md.jpg][Obrazek: 4201b8b.md.jpg]
[Obrazek: 43340e9.md.jpg]
Część turystyczną w tym dniu zakończył przejazd indywidualny każdego z uczestników do bazy w Orzechowie. Mimo, że trasa w tym dniu nie była szczególnie trudna, to wszędobylski kurz dał się wszystkim we znaki. Niejeden z uczestników zdziwił się, gdy po zdjęciu kasku, przejrzał się w lusterku. Śmiechu było przy tym co niemiara, gdyż można było od razu poznać kto jechał w goglach a kto miał apaszkę na ustach.
[Obrazek: 4434a0c.md.jpg][Obrazek: 45822fc.md.jpg]
Po krótkim odpoczynku, ok. 18, wszyscy spotkali się na kolacji przy ognisku i grillu. Wspomnieniom i opowieściom nie było końca. Co odważniejsi, do których i ja się zaliczałem, po wstępnym zaspokojeniu swoich potrzeb cielesnych, postanowili zaspokoić też swoje potrzeby duchowe. Pięciu odważnych, pod dowództwem czołowego znawcy tematu i pierwszego ujeżdżacza maszyn spod znaku BMW czyli „Trójkąta”, wsiadło na swoje motocykle i tak troszkę na dziko, pojechało na pobliską plażę sprawdzić jak to jest jeździć po piasku. No i to był strzał w dziesiątkę. Ten kto nie spróbował niech żałuje. Nasze plaże są bardzo piękne ale nie tak szerokie jak te na wybrzeżu Florydy czy Kalifornii. Tu trzeba jechać niemal po samej wodzie i jak to Trójkąt mówi „dzida, dzida, i jeszcze raz dzida”. Każde zawahanie się przed wjazdem w morską wodę lub próba wjechania nieco dalej niż sięgał mokry piach, kończyła się niemal pewnym zakopaniem motocykla.
[Obrazek: 469096a.md.jpg][Obrazek: 47240e4.md.jpg]
[Obrazek: 481ec9d.md.jpg][Obrazek: 4972777.md.jpg]
[Obrazek: 5034de4.md.jpg]
 Zresztą najlepiej było to widoczne następnego dnia, ale o tym później. Przeżycia jakie daje taka jazda są niesamowite i wytwarzają taką dawkę adrenaliny, że nie potrzebny jest jakikolwiek „rolo koster” lub inny tego typu wynalazek. Gdy jeszcze doliczyć do tego piękny widok Bałtyku i zimną bryzę na twarzy to czego chcieć więcej. Po to właśnie trzeba mieć marzenia aby mogły się spełnić.
 Po naszym powrocie, jeszcze inni śmiałkowie postanowili pójść w nasze ślady. Niestety dla niektórych, skończyło się to koniecznością wykonania telefonu do przyjaciela, w celu wezwania pomocy do totalnie zagrzebanych w pisku motocykli. My, którzy zaznaliśmy już smaku morskiego piachu, cieszyliśmy się siedząc przy kufelku piwa z faktu, że to nie nas spotkało wygrzebywanie się po nocy z piachu. Mimo, że humor wszystkim dopisywał, a wspólna zabawa i rozmowy przy ognisku tego wieczora trwały bardzo długo, to ostatecznie zmęczenie dało o sobie znać i towarzystwo rozeszło się do swoich pokoi nabrać siły przed atrakcjami następnego dnia.
Podobnie jak dnia poprzedniego, w sobotę o 9 w parku maszyn odbyła się odprawa przed wyjazdem na Centralny Poligon Sił Powietrznych Wojska Polskiego. Tym razem Tomek „Trójkąt” zaznajomił zgromadzonych z techniką jazdy po plaży, a następnie nasz gospodarz i przewodnik po poligonie przekazał garść niezbędnych informacji o czekających nas atrakcjach oraz o zasadach poruszania się po terenie wojskowym.  Podał też nam swój numer „telefonu awaryjnego” aby w wypadku zgubienia się móc  wezwać go na pomoc.
[Obrazek: 519fb61.md.jpg][Obrazek: 524aa42.md.jpg]
Wsiedliśmy więc do swoich pojazdów i udaliśmy się bardzo długą kolumną przez centrum Ustki. Nasz przejazd oczywiście wzbudził duże zainteresowanie mieszkańców. Nie ma się czemu dziwić, bo tylu ludzi na starych niemieckich motocyklach, jadących w zwartej kolumnie, nie często widzi się na ulicach polskich miast. Po drodze „potrzebujący”, na jedynej w Ustce stacji, uzupełnili zapas paliwa
[Obrazek: 53a3ee1.md.jpg]
i wreszcie stanęliśmy u bram poligonu. Tu sprawdzenie przez ochronę stanu osobowego i w małych grupkach, po parę maszyn, zatrzymujemy się pod centralną bramą CPSM.  Pamiątkowe zdjęcie i nasz przewodnik na swoim nowym BMW, prowadzi nas do miejsca, w którym zacznie się prawdziwa zabawa.
[Obrazek: 54bce0d.md.jpg][Obrazek: 555e827.md.jpg]
[Obrazek: 59b895d.md.jpg][Obrazek: 60a2424.md.jpg]
[Obrazek: 5740793.md.jpg][Obrazek: 56e976a.md.jpg]
[Obrazek: 58848db.md.jpg][Obrazek: 6142c7f.md.jpg]
Plaża na poligonie to prawdziwie dziewiczy teren. Nie ma tu znaków bytności człowieka, z wyjątkiem umocnionych workami transzei, skarp przystosowanych do wjazdu na brzeg ciężkich pojazdów i różnej maści pozostałości po tarczach, do których zazwyczaj strzelają ćwiczący na nim żołnierze. Po za tym nie ma tam nic, nawet mewy nie latają.
Do pokonania mamy 6 km brzegu morza. Mógłby sobie ktoś pomyśleć cóż to takiego. Jakieś tam liche 6 km ale… Już sam zjazd z wydm i dojazd do brzegu morza i „mokrego piachu” stał się nie lada wyzwaniem dla wielu nieobeznanych z tym uczestników.
[Obrazek: 65f27f5.md.jpg][Obrazek: 62eb836.md.jpg]
[Obrazek: 6352a69.md.jpg][Obrazek: 646eadc.md.jpg]
[Obrazek: 661d98a.md.jpg]
Część z nich nie zaryzykowała tych ekstremalnych doznań i po obejrzeniu zmagań z wjazdem na plażę, asfaltową drogą przejechała pod stanowisko dowodzenia, przy którym była meta zmagań z plażą. Trudno jest opisać to co się działo na tym 6 kilometrowym odcinku. Najsprawniejsi, z Tomkiem „Trójkątem” na czele, bez najmniejszych problemów pomknęli w siną dal.
[Obrazek: 68f20e9.md.jpg][Obrazek: 6726c43.md.jpg]
Inni, po paruset metrach, zaczynali się zakopywać w piachu, szczególnie gdy brakowało odwagi aby zamoczyć koło wózka w morskiej wodzie.
[Obrazek: 69ee550.md.jpg][Obrazek: 70ae740.md.jpg]
Można było spotkać też i takich, których motocykle zgasły, stojąc w wodzie i z każdym uderzeniem fali (na nasze szczęście niezbyt wysokich), coraz bardziej zapadały się w piachu. Bardzo ciekawie było obserwować przerażenie w oczach właścicieli, którzy już widzieli w wyobraźni, jak ich motocykl zostanie w tym miejscu na zawsze.
[Obrazek: 71eaa36.md.jpg][Obrazek: 7271334.md.jpg]
Na ich szczęście uczestnicy zlotu to uczynni ludzie, nie zostawiający potrzebujących na łaskę i niełaskę morza. Wchodzili śmiało po kolana do wody i wspólnymi siłami wynosili te prawie 500 kg potwory. Byli też tacy, którzy za nic w świecie nie chcieli dopuścić słonej wody do swoich ślicznotek i próbowali jechać, a właściwie to non stop pchać je, z dala od mokrego piachu.
[Obrazek: 732e076.md.jpg][Obrazek: 74e1d1f.md.jpg]
Nie zazdroszczę im, bo nawet Rambo lub Terminator nie byli by w stanie poradzić sobie z taką techniką. Ja tym razem większość trasy pokonałem w koszu właściciela BMW lub na tylnym siodełku u Adasia. Takie to życie jak przyjeżdża się nie swoim motocyklem. Nic to, za rok się poprawię i przyjadę na zlot swoim „cymbałem”.

Sam przejazd po plaży należy uznać za trudny, ale prawdziwym wyzwaniem okazał się dla uczestników wyjazd na brzeg, zniszczonym przez sztorm, falochronem.
[Obrazek: 75753cf.md.jpg][Obrazek: 7660c78.md.jpg]
Jednak dzięki pomocy wszystkich i to zadanie zostało wykonane. Na ostatnich maruderów musieliśmy czekać ze 2 godziny.
[Obrazek: 77db2e4.md.jpg][Obrazek: 78e69e3.md.jpg]
Na ich szczęście, na końcu jechała swoim Land Roverem, niezastąpiona w tym dniu Wiktoria (córka Maxa), która nie raz pomagała wyciągnąć z tarapatów potrzebujących. Pokazała też, że mimo młodego wieku, wie do czego służy i jest zdolny samochód terenowy.
 
[Obrazek: 7901387.md.jpg]

Następną atrakcją przygotowaną przez Mirka było zwiedzanie centralnego stanowiska obserwacyjnego, obejrzenie filmu o tym miejscu i wspólne ognisko z pieczeniem kiełbasek.
[Obrazek: 80863cc.md.jpg][Obrazek: 814cd0c.md.jpg]
Posileni ruszyliśmy w dalszą drogę. Zwiedziliśmy bardzo dużą część poligonu. Mogliśmy zobaczyć sprzęt na nim stacjonujący i ten który jest już tylko historią.
[Obrazek: 8364eb3.md.jpg][Obrazek: 84edb6b.md.jpg]
[Obrazek: 85283fc.md.jpg][Obrazek: 82cc64b.md.jpg]
Mirek do tego tak ciekawie opowiadał o poligonie, o jego historii, teraźniejszości i przyszłości, że zanim się zorientowaliśmy, dobiegała godzina 15. A w planach było jeszcze pokonanie drogi czołgowej i zwiedzanie starego poniemieckiego cmentarza.

[Obrazek: 862f6680.md.jpg][Obrazek: 865ccf7.md.jpg]
Po drodze zajrzeliśmy na poligonowe lotnisko, gdzie tyraliera 36 motocykli, zaatakowała ustawione na jego skraju baterie rakiet przeciwlotniczych.
Ponieważ zwiedzanie poligonu nieco się przeciągnęło, część uczestników, w małych podgrupach, udała się w drogę powrotną do Ośrodka Leśnik. Sprzyjała temu też zmiana pogody. Niebo zaciągnęły chmury i po raz pierwszy od miesiąca, spadł w Ustce deszcz. Przy okazji ubiegłoroczni uczestnicy III Zlotu przeżyli prawdziwe „deja vu”. Rok temu, gdy nastał czas powrotu, też padał deszcz i zrobiło się zimno. Czyżby nowa świecka tradycja zlotowa?
Najtwardsi, na koniec pobytu na poligonie, zostali zabrani przez Maxa na przejażdżkę po plaży jego ogromnym, ciężarowym wojskowym Manem 6x6. Wydawać by się mogło, że ta wielka wojskowa maszyna bez trudu poradzi sobie z bałtyckim piaskiem. No poradziła sobie, ale aż tak wesoło i łatwo to nie było. Póki samochód jechał na wprost było ok. Zmiana kierunku z prostopadłego do brzegu morza do równoległego wymagało już trochę wysiłku.
[Obrazek: 88a4547.md.jpg][Obrazek: 898fc1c.md.jpg]
No ale w końcu Maks zna się nie tylko na motocyklach ale potrafi okiełznać też i wielką maszynę. Po 2 czy 3 próbach, samochód trafił na właściwe tory i śmiało poruszał się ku uciesze licznych uczestników, wzdłuż Bałtyku. Nie był to jednak koniec atrakcji związanych z jazdą ciężarówką. Wzdłuż morza, po mokrym piachu, Man sunął rewelacyjnie ale trzeba było w końcu wrócić na brzeg. I tu dopiero była zabawa. Miękki sypki piasek skutecznie blokował zapędy kierowcy, tym bardziej, że trzeba było podjechać pod górkę, za którą były kolejne górka i kolejne wzniesienia. Po dwóch próbach, zakończonych niepowodzeniem , stojąc na wydmie byliśmy gotowi prosić Mirka aby uruchomił swoje znajomości i poprosił o przyjazd jednego z opancerzonych transporterów, które widzieliśmy na którymś z żołnierskich obozowisk. No ale nasz kierowca nie poddał się i po kolejnej próbie wjechał na twardy ląd. Operacja ta wzbudziła we wszystkich uczestnikach wyprawy ogromną radość i aplauz, porównywalny chyba tylko z udanym lądowaniem na brzuchu Boeninga kierowanego przez kapitana Wronę. 

Na koniec pomogliśmy Maksowi załadować na Mana jego Zundappa i w dwóch grupach ruszyliśmy do bazy zlotu.

[Obrazek: 9030329.md.jpg]
 Część z nas wraz z Maksem od razu pojechała do Leśnika, druga grupa udała się na ostatnią atrakcję tego dnia czyli zwiedzanie  baterii Bluchera w Ustce. Są to niedokończone niemieckie umocnienia portu, mające na celu zabezpieczenie go przed ewentualną agresją.
Zmęczeni całodniowym zwiedzaniem i rozlicznymi atrakcjami, ale jednocześnie szczęśliwi z tego co otrzymaliśmy od organizatorów, ok. 20-tej wróciliśmy na teren ośrodka. Pozostało jeszcze zapakować swoje maszyny i przygotować się do powrotu do domu. Na koniec Maciek i Łukasz zaserwowali nam kolację przy grillu i ognisku, gdzie miło i w przyjacielskiej atmosferze mogliśmy kontemplować wrażenia z minionego dnia.
Podsumowując jak zwykle IV Zlot Właścicieli i Motocykli Zündapp KS 750 i BMW R75 był mega udaną i mam nadzieję na trwale wpisującą się w naszą pasję imprezą. Ciekawe co organizatorzy wymyślą za rok. Jak zwykle wiadomo tylko jedno, że trzeci weekend maja należeć będzie do Zündappów KS 750 i BMW R75. Oby tak było jak najdłużej. Wielkie podziękowania Maciejowi i Łukaszowi za ogrom pracy jaką włożyli w tą wspaniałą imprezę i do zobaczenia na następnym jubileuszowym V Zlocie. Życzę by nie zabrakło Wam sił i pomysłów na kolejne edycje.
Andrzej Awramiuk
Wasilków 29.06.2018
[-] The following 6 users Like andrzeja's post:
  • admin_bb, astride, euro, MW-750, nowoa, Ural63
Odpowiedz
#2
Brawa za relację, gładko się czytało a zdjęcia robią wrażenie. Tyle dobra w jednym miejscu..... Smaczne bardzo.


Przy okazji - na końcu wątku jest przycisk "Like" - jak się relacja spodoba, można kliknąć że się lubi.
Napisz, zapytaj, nie denerwuj się - pozdrawiam,
michał (mikimoll) od 12 stycznia 2011
Odpowiedz
#3
Bardzo dziękuję za opinię mistrza gatunku.
[-] The following 2 users Like andrzeja's post:
  • euro, Jerzy
Odpowiedz
#4
Super fajnie że są takie imprezy. Piękna relacja.
Odpowiedz
#5
Video 
Odpowiedz
#6
Bajka.
Ostre zakręty prostują myśli
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości